Wydruk strony BezPluga.pl

Mity uprawy bezorkowej

Wokół uprawy bezpłużnej nagromadziło się sporo mitów. Najczęściej powtarzają je rolnicy, którzy nigdy, nawet na jeden sezon (a to zdecydowanie zbyt krótko), nie zrezygnowali z użycia pługa w swoim gospodarstwie. Czy są one prawdziwe, to każdy musi sprawdzić na własnej skórze, a właściwie na polu.

Trzeba pamiętać, że pług, jaki znamy, to młody wynalazek, który ma nieco ponad 250 lat, ponieważ wyposażony w odkładnię odwracającą glebę powstał dopiero około roku 1750. Przed jego powstaniem rolnicy używali radeł lub pługów, które spulchniały i przesuwały glebę na boki. Ich zasada działania była więc bardziej zbliżona do pracy dzisiejszych kultywatorów. Śmiało więc można wysnuć tezę, że przez większość czasu rolnicy pracowali w technologii bezorkowej. Oczywiście, trzeba również przyznać, że powstanie pługa przyczyniło się do wzrostu plonowania i zmieniło oblicze rolnictwa, ale powróćmy do uprawy bezorkowej i mitów z nią związanych. Te podstawowe to konieczność posiadania drogich i specjalistycznych maszyn, na które stać tylko duże gospodarstwa. Oczywiście, wiąże się z tym fakt, iż wymagają one mocnych i drogich ciągników. Kolejny mit to taki, że co 3-4 lata trzeba glebę przeorać, bo inaczej spadnie poziom plonowania roślin, a na polach pojawi się mnóstwo problemów związanych z nadmiarem chwastów, brakiem żyzności gleby czy też jej dużym zagęszczeniem. No i w końcu chyba najbardziej popularny mit – związany ze zwiększonym zużyciem środków chemicznych (w szczególności herbicydów). Poniżej prezentujemy gospodarstwa, które łamią stereotypy i pokazują, że obawy związane z technologią bezorkową nie są prawdziwe.

W małym gospodarstwie się nie uda

Pan Wiesław Michałek, gospodarujący w gminie Gdów w woj. małopolskim, jest właścicielem gospodarstwa o powierzchni 20 ha. Większość, bo aż 90 proc. gleb, należy do klasy bonitacyjnej IIIb i w większości są to gleby gliniaste. Rolnik odstawił pług na swoich polach w roku 2001. Jak wspomina, przed podjęciem tej decyzji starał się dowiedzieć na temat bezorkowego systemu uprawy jak najwięcej, by nie popełnić zbyt wielu błędów. Wiedzę czerpał z różnych fachowych publikacji oraz z Internetu. Warto dodać, że kiedy zaczynał uprawę bezorkową, nie była ona jeszcze tak rozpowszechniona, jak obecnie. Jak sam mówi, postanowił wprowadzić tę metodę na przekór tym, którzy twierdzili, że w tak małym gospodarstwie to się na pewno nie uda i nie ma nawet sensu próbować. Rolnik zamiast pługa zastosował stary czterobelkowy kultywator ścierniskowy firmy Lemken o szerokości roboczej 2 m. Spulchnia nim glebę na ok. 20 cm głębokości (na taką głębokość wykonywał wcześniej orkę w gospodarstwie). Pan Wiesław podkreśla, że jeśli zachodzi potrzeba głębokiego spulchniania, to używa głębosza. Głównym koniem pociągowym w gospodarstwie był i nadal jest Zetor 7745 o zawrotnej mocy 73 KM. Obecnie kultywator został poszerzony do 2,5 m i ma 13 łap roboczych, ale nadal ciągnie go ten sam ciągnik. W gospodarstwie pracują jeszcze – jako ciągniki pomocnicze – poczciwy Ursus C 360 oraz Ursus 1002. Gleba do siewu doprawiana jest kultywatorem Unii na łapach sprężystych, wyposażonym w wałki strunowe. Natomiast sam siew jest wykonywany klasycznym mechanicznym siewnikiem stopkowym Amazone. Do siewu kukurydzy jest używany siewnik punktowy, także na redlicy stopkowej. (...)

22 lata bez pługa

Wiesław Gryn swoją przygodę z uprawą bezorkową rozpoczął w roku 1998 i co można z całą pewnością powiedzieć, był jej prekursorem w Polsce. Jak wspomina, nie było wtedy skąd czerpać wiedzy na jej temat, więc początkowo robił wszystko na wyczucie i dużo czasu poświęcał na obserwację gleby. Początkowo próba była przeprowadzona tylko na niektórych polach, ale rolnik już nigdy nie użył na nich pługa. Jego gospodarstwo o powierzchni ponad 800 ha jest położone we wsi Grabowiec, w województwie lubelskim. Gleby, na jakich gospodaruje rolnik, są gliniaste i pofałdowane, co naraża je na erozję wodną, w większości należą do III klasy bonitacyjnej. Początkowo rolnik do uprawy bezorkowej wykorzystywał tylko bronę talerzową. Jednak już po dwóch latach zauważył problemy ze wzrostem korzeni rzepaku i zastosował do uprawy gleby zęby spulchniające. Od roku 2002 przez 9 lat IUNG Puławy prowadził doświadczenie z różnymi systemami uprawy na polu rolnika (od orki do siewu bezpośredniego). Po kilku latach okazało się, że w jej górnej warstwie wzrasta zawartość składników pokarmowych, natomiast im głębiej, tym jest ich mniej. (...)

Ekologiczna uprawa bezorkowa

Karkołomnego zadania, jakim jest niewątpliwie wdrożenie uprawy ekologicznej w gospodarstwie pracującym w technologii bezorkowej, podjęła się rodzina państwa Ożgów, gospodarująca na 500 ha w Tarnawie, w województwie dolnośląskim. Jak zaznaczają rolnicy, uprawę bezpłużną w gospodarstwie rozpoczęli już ponad 20 lat temu, w roku 1999. Ich decyzja spotkała się wtedy z głosami krytyki, nie obyło się również bez problemów, ale te z sukcesem rozwiązywali na bieżąco. Do decyzji o podjęciu próby uprawy ekologicznej dojrzewali dwa lata, a zainspirowały ich do tego wizyty w gospodarstwach ekologicznych w Niemczech oraz fakt, że coraz bardziej wzrasta świadomość konsumentów, którzy oczekują produktów dobrej jakości. Na pierwsze próby ekologicznej uprawy bezorkowej zdecydowali się trzy lata temu. Obecnie na 250 ha mają pełen certyfikat ekologiczny, a kolejne 60 ha jest w okresie konwersji. Docelowo cały areał ma być uprawiany ekologicznie. Do swego gospodarstwa, aby walczyć z chwastami, kupili 12-rzędowy, sterowany optycznie pielnik oraz bronę chwastownik. Pierwszą rośliną w uprawie ekologicznej była soja, głównie dlatego, że łatwo ją odchwaścić pielnikiem, chociaż – jak podkreślają rolnicy – w pierwszym roku nie obyło się bez użycia gracki i pielenia ręcznego. Plon soi był porównywalny do tego w uprawie konwencjonalnej, ale koszty dużo mniejsze. (...)

Więcej na ten temat przeczytacie w miesięczniku Farmer 9/2020 w strefie Bez Pługa.